Monotonia zycia codziennego w Finlandii nie sprowadza sie do wyrzucania przepelnionego kubla na smieci, ani zakupow w osiedlowym sklepie, gdzie znudzona sprzedawczyni dlubie w nosie akrylowym paznokciem i podpiera na ladzie zwiedniete ogrody. Tutaj zycie kreci sie wylacznie wokol pracy. Stare powiedzenie mowi : "bez pracy nie ma kolaczy" i musze przyznac, ze cos w tym jest..ale nie pozostane dluzna i retorycznie zapytam: Co z tych kolaczy jak nie ma czasu ich zjesc? Zmeczeni, szaro zieloni finowie wracaja po pracy do swoich domow, gdzie na pewno nie czeka na nich cieply pachnacy obiadek. Moga natommiast spodziewac sie pogryzionych przez psa butow, zmywarki pelnej czystych naczyn, ktorej nikt nie ma sil oproznic, oraz lodowki gdzie na srodkowej polce kroluja gotowe potrawy z gatunku "2 minuty w mikrofalowce". Wieczor mija na ogarnieciu siebie i metrow kwadratowych tak by jak najszybciej mozna bylo pojsc spac bo przeciez trzeba sie wyspac, zeby na nastepny dzien byc w swietnej formie w pracy. Do prawdy szalenstwo. Je sie po to, zeby bylo co spalac w pracy, a pracuje sie po to, zeby mozna bylo kupic to "2 minutowe" cos! No tak, ale jest weekend. Weekend jest po to zeby szaro zielone spoleczenstwo moglo przecedzic elektrolit tak by nie doszlo do spłynięcia mas czynnych. Prosciej? Prosciej sie juz nie da! W piatek po pracy, finowie zaopatruja sie w tak zwane six pack'i by przez nastepne dwa dni mogli doladowac akumulatory w domowym zaciszu. Jest jedna zasada. W niedziele nie pija! No i jak tez sie mozna domyslic, na nastepny dzien trzeba byc w nie nagannej formie!
Jak to?! Chcesz powiedzieć że: Nokia, Kone Elevators, F-Secure, Fazer, Linux itd nie spadły Finom z nieba i że nie stworzyły się same i że wymagały pracowitości (!). O zgrozo, to skandal! Przecież jak obalaliśmy komunizm to nam mówili (ci ONI), że wszystko będzie ok: że w pracy dalej będziemy mogli tylko chlać gorzałę i kraść co się da (no bo przecież niczyje) i że dobrobyt sam się zbuduje, ulice same załatają, autobusy same wyczyszczą itd. A tu proszę: harówa i kierat? Przecież życie (te „kołacze”) jest najważniejsze a nie jakiś tam porządek czy standard obsługi klienta. To ONI nas po prostu oszukali! Miała być Japonia a tu jakieś herezje o etyce pracy i sumienności. Ale nie, ja się nie dam. Na znak protestu w robocie naumyślnie chleję, na wszystkich klientów jeszcze bardziej warczę (co mi będą się naprzykrzać), a jak jadę autobusem to rzygam pod siebie. A co? Mamy w końcu w Polsce wolność. A jutro wszystkim powiem jak jest: sprzedali nas. Nie dość że u nas nic nie działa jak powinno i że wszędzie tylko opryskliwość i brud to mamy jeszcze pracować? Jak więcej ludzi zacznie tak jak ja protestować to może wreszcie ONI to zrozumieją i nam dadzą to co mieli dać, tzn. tą Finlandię czy tam Japonię czy co tam miało być.
VastaaPoista